Liczba wyświetleń:

piątek, 25 października 2013

Nie-podjadania dzień 1

Dzielnie się przygotowałam. 

Odchudzanie nauczyło mnie tego, żeby nie zwracać uwagi na innych ludzi. Nieprzyzwyczajonych do tego, że ktoś może się wyróżniać. A coś, co jest inne - jest dla nich.... dziwne !!! No bo kto na szkolnym korytarzu wyjmuje z pudełeczka jajko i zaczyna je zabierać ! WTF ? Przecież można jeść kanapkę, drożdżówkę.... cokolwiek. Albo... po co ktoś przynosi ze sobą marchewki ? O Boże,  królik ??

Chrzanie to ! Serio. Mam w nosie to, że patrzą się tak jakby widzieli słonia na autostradzie.
Wyciągam co mam, i robię to co powinnam.


HHmmm. Gdyby nie to, że gdy wróciłam ze szkoły czekały na mnie zrobione przez mamę placki racki z jabłkami... byłoby idealnie. Długo się na nie patrzyłam, przechodziłam obok nich. Wypiłam jedną herbatę, drugą. Potem zjadłam obiad. W końcu do mnie tak przemówiły !!! Wzięłam jednego do ręki. Obróciłam kilka razy szukając miejsca które dostarczy mi najlepszych wrażeń smakowych. Jest. Zamykam oczy i ciach ! Jest w ustach. Gryzę dokładnie. Smakuje. Nadstawiam rękę i wypluwam.

I w ten sposób "przechłonęłam" jednego placka. Nie wiem ile kalorii  z tego zjadłam.... niby cały wyplułam. 
Chociaż wcale nie czuję się z tym jakoś super. Wolałabym tego nie robić. Wiem że to nie normalne. Ale dla mnie... (albo dla mojego łakomstwa) to jest taki swoisty kompromis. Spróbuję, nacieszę się smakiem, ale nie zjem. Robię już to bardzo długo, jakiś rok. 

Z tego co sobie nie zaplanowałam zjadłam jabłko i kanapkę z serem. Z bilans wyszło mi 700. Ale czuję że jestem na dobrej drodze. Że powoli wyzbywam się tego zniewolenia jedzeniem  - ja chcę - ja jem. NIE !
Przecież to my decydujemy. I tego się trzymam. 
Już raz przez to przechodziłam. Czuję tą samą energię co wtedy. Taki malutki strach przed pokusami ale głęboka wiara w sukces. Wszystko po to by później czuć euforię, wolność.... i kości <3

Zaczęłam prowadzić dziennik. Jak chcecie śledzić moje bilanse, zmianę wagi i wszystkie inne ważne rzeczy związane z odchudzaniem,  to zapraszam. :))
Założyłam go wczoraj, dlatego jest jeszcze taki ubogi.
No a co do nazwy... Tak jakoś spontanicznie przyszło mi do głowy, że można wykorzystać wizję mojej przyjaciółki. 



Trzymajcie się Kochane. 
Róża :***

2 komentarze:

  1. Super, że masz tak silną wolę i mimo wszystko nie zjadłaś tych placków ;)
    A co do ludzi to masz rację, są pojebani i tylko czekają na to, żeby skrytykować kogoś kto się wyróżnia, ale najważniejsze to żyć własnym życiem, bo mamy tylko jedno.
    Powodzenia z dietą kochana, jak na razie radzisz sobie świetnie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. eh , ludzie gadają i zawsze będą gadać
    najlepiej nie zwracać na to uwagi
    ładnie sobie radzisz

    http://thinchudosc.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń