To ta Róża. Ta która najpierw wspaniale motywowała, a potem sama spadła na dno, leżała w szpitalu. Ten rok był dla mnie bardzo ciężki. I nie... nie mówię o kwestii odchudzania, ale o prawdziwym życiu.
W skrócie.
...Na początku września zaczęłam mieć malutki efekt jojo po tym jak osiągnęłam wymarzoną wagę.
równa się stres
....trzecia klasa, nauka, strach przed ogromem naukii tym czy dam sobie radę
kolejny stres
...Kłopoty ze zdrowiem (powracające ataki tężyczki, poczytajcie sobie) których przyczyny ciężko było szukać. Leżałam w szpitali kilka razy, co było okropnym doświadczeniem. Widziałam cierpienie i nawet śmierć ludzi. Sama też bardzo bałam się o siebie. Badania trwają do dziś, wierzcie mi. To nie jest takie proste...
więc kolejny ogromny stres
....potem zaczęłam panikować że nie dam rady z nauką. Tyle czasu w szpitalu, brak siły, energii do tego wszystkiego....
paniczny stres !!!
Ale zaczęłam powolutku wychodzić na prostą. Jednak spokój nie trwał długo.
Kłopoty rodzinne. Zdrada w małżeństwie moich rodziców. Byłam świadkiem awantur które w mojej pamięci zostaną na zawsze. To przeżycia któryh nie można sobie wyobrazić. Strach, że może im się coś stać, albo że mama popełni samobójstwo był ogromny. Niejednokrotnie kiedy wieczorem wracałam z treningu w domu było pogotowie.....
Ogromny stres ! Stres ! stres ! Który zrujnował moje zdrowie. Ale nauczył życia.
Matura jakoś poszła. Teraz powoli wracam do siebie. Wyrzucam z siebie tą złą energię.
O czym będe pisać na nawym blogu. Trochę inna tematyka, skierowana ogólnie na życie, ale mam nadzieje że Was zainteresuje. Zainspiruję. :)
zapraszam : http://szalona-kobieta.blogspot.com/
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz